Zaznacz stronę

Jak polskie kino rozliczało się z pedofilią w kościele katolickim?

Jak polskie kino rozliczało się z pedofilią w kościele katolickim?

Przez ostatnie kilka lat twórcy filmowi coraz częściej zaczęli zajmować się  tematem pedofilii w kościele katolickim. Po sukcesie jakim był Oscar w kategorii najlepszy film dla „Spotlight” stało się jasne, że problem jest i to niemały. W końcu pochyliła się nad nim najpopularniejsza na świecie akademia filmowa nagradzająca przez poprzednie kilka lat obrazy o walce z jąkaniem się pewnego króla lub ubogim hindusie grającym o „dużą bańkę” w popularnym teleturnieju telewizyjnym. Tym razem jednak docenili film, który może nie był najlepszy pod względem artystycznym wśród obrazów nominowanych do nagrody głównej, ale poruszał temat niewygodny dla dużej części społeczeństwa. Jak zareagowali wtedy polscy twórcy filmowi? Czy szybko poszli za ogólnoświatowym trendem, a jak dobrze wiemy z przekazu medialnego historie polskich księży pedofilów leżą niemalże na ulicy?

A co na to Polska?

Parę lat to zajęło aż w końcu polski widz mógł zobaczyć film o tym przestępstwie seksualnym wśród duchownych z rodzimej kinematografii, a dokładnie dwa lata, siedem miesięcy i dwadzieścia jeden dni. Tyle czasu minęło od momentu polskiej premiery „Spotlight” do wejścia na niemalże wszystkie ekrany naszych kin „Kleru” Wojciecha Smarzowskiego. Jednak co skłoniło reżysera do zmierzenia się z pedofilią w kościele katolickim?

Smarzowski znany jest z poruszania tematów, których pozostali polscy filmowcy raczej nie podejmują, gromadząc przy tym liczną widownię, pochlebne opinie recenzentów i wiele nagród. To on po raz pierwszy opowiedział o losach Mazurów po drugiej wojnie światowej, pokazał jak wygląda korupcja wśród policjantów z drogówki oraz przedstawił rzeź wołyńską niemalże w najdrobniejszych szczegółach. Po tym ostatnim filmie prawicowe media zaczęły uważać go za twórcę, któremu bliżej do tematów poruszanych przez dziennikarzy konserwatywnych. Reżyser najwidoczniej chciał zrobić film, który odetnie go od tamtej części sceny politycznej. W swojej etiudzie „Ksiądz”, która powstała przed „Klerem”, tytułowy bohater nawiązał do „Spotlight”, a raczej informacji nadanej przez media publiczne, że film amerykański opowiada jedynie o szeroko pojętej pedofilii mającej miejsce w Bostonie. Można było przeczuwać wtedy o czym będzie jego kolejny film.

W trakcie akcji promocyjnej filmu „Kler” Smarzowski podczas wywiadu podkreślił, że przed rozpoczęciem zdjęć był na słynnym spektaklu „Klątwa” wystawianym na deskach warszawskiego Teatru Powszechnego. Reżyser powiedział wtedy:

„Miałem tam wrażenie takie, że ludzie, którzy zrobili ten spektakl chcąc, nie chcąc zaadresowali go do takiej widowni, która myśli podobnie. (…) Natomiast ci, którzy myślą inaczej, w których głowach można coś zmienić stoją przed teatrem, modlą się, pikiety, a jeżeli wejdą to tylko po to, aby wrzucić jakąś toksyczną substancję. Film ma inną skalę rażenia. To znaczy może trafić do ludzi, którzy myślą inaczej niż ja.(…)”.

Foto: Teatr Powszechny w Warszawie/Magda Hueckel / Materiały prasowe

Nie da się odmówić spektaklowi „Klątwa”, że jako pierwszy podjął ten temat i z perspektywy czasu wydaje się ważnym dziełem kultury w kontekście dyskursu kulturalnego o pedofilii polskich duchownych. Smarzowski miał jednak rację, że to przedstawienie nie ma szans wyjść poza kręgi odbiorców, którzy myślą podobnie jak twórcy, a film kinowy trafi do szerszej grupy odbiorców. Ponad pięć milionów Polaków zobaczyło „Kler” w kinach co jedynie potwierdziło, że pedofilia wśród polskich księży przestała być tematem tabu.

Sekielscy o pedofilii w kościele

Kolejnymi twórcami, którzy chcieli pokazać skalę tego problemu byli bracia Tomasz i Marek Sekielscy. Ten pierwszy dał się już poznać jako dziennikarz nie unikający trudnych spraw oraz ujawniania ich w sposób dotąd niespotykany. W 2006 roku wraz z Andrzejem Morozowskim wyemitowali nagrania ukazujące jak polscy politycy składają propozycje korupcyjne. Po trzynastu latach Tomasz Sekielski znowu zwrócił na siebie uwagę polskich mediów. Tym razem zrealizował film dokumentalny „Tylko nie mów nikomu”, w którym ofiary księży pedofilów opowiadały jak były molestowane, a nawet konfrontowały się ze swoimi oprawcami. Tym razem nikt nie mógł zarzucić twórcom, że niektóre postacie i sytuacje są przez nich wymyślone co można by było na przykład zarzucić filmom fabularnym. Bracia Sekielscy przedstawili prawdziwe osoby, które odważyły się wystąpić przed kamerami i opowiedzieć o trudnych doświadczeniach, a nawet zmierzyć się z nimi jako już dorośli ludzie. Jednak „Tylko nie mów nikomu” przypomina raczej długi reportaż telewizyjny niż film dokumentalny. Twórcy starają się w jak najprostszy sposób przedstawić historię swoich bohaterów. Rzadko sięgają po środki artystyczne takie jak choćby inscenizacja. Najważniejsze są dla nich opowieści bohaterów, próba pokazania prawdy oraz reakcja duchownych na ujawnienie ich zbrodni.

Kadr z filmu “Tylko nie mów nikomu”

Odbiór filmu „Tylko nie mów nikomu” przerósł nawet oczekiwania braci Sekielskich. Ponad 23 miliony wyświetleń w Internecie, emisje telewizyjne, które zgromadziły kilka milionów widzów oraz kilkadziesiąt nagród filmowych. Można powiedzieć, że znaleźli oni sposób jak opowiadać historie o pedofilii w polskim kościele katolickim, aby każdy zwrócił na nią uwagę.

Plakat z filmu “Zabawa w chowanego”

Po sukcesie swojego filmu Tomasz Sekielski zapowiedział, że „Tylko nie mów nikomu” był pierwszą częścią trylogii o pedofilii wśród polskich duchownych. W filmie „Zabawa w chowanego” kontynuował ten temat. Jednak drugi obraz o pedofilii w polskim kościele nie zyskał tylu odbiorców co pierwsza część. Może to było spowodowane czasem, w którym film został wypuszczony do sieci, a dokładniej sytuacją medialno-społeczną. Choć drugi film wydaje się już bardziej kinem dokumentalny niż reportażem telewizyjnym to Sekielscy nie odkrywają przed widzami niczego nowego. Widz w najdrobniejszych szczegółach może poznać historię dwóch braci, którzy byli molestowani przez tego samego księdza oraz jak te doświadczenia wpłynęły na ich dorosłe życie. Jednak to samo, choć bardziej ogólnie przedstawione, mogliśmy już oglądać w „Tylko nie mów nikomu”. Dopiero pod koniec „Zabawy w chowanego” Sekielscy starają się pokazać coś czego żaden twórca filmowy nie przedstawiał,  pewne struktury watykańskich zwane „Mafią lawendową” chroniące księży pedofilów. Nie wszystko chyba poszło zgodnie z intencjami twórców, którzy przez ten fragment swojego filmu usłyszeli oskarżenia ze strony homoseksualistów, że utożsamiają gejów z pedofilami. Dopiero swoimi wypowiedziami po premierze „Zabawy” sprostowali temat „Mafii lawendowej” oraz sposób w jaki go podjęli.

Można już zauważyć, że temat księży pedofilów i ich ofiar staje się powoli dla polskiego widza obojętny. Może należy iść dalej, szukać tych co kryli oprawców oraz podjąć próbę znalezienia takich hierarchów kościelnych na najwyższych szczeblach władzy w samym Watykanie, którzy tworzyli struktury chroniące przestępców seksualnych. Myślę, że obecnie te tematy najbardziej interesują Polaków, ponieważ polskie kino już pokazało jak wyglądają akty pedofilii wśród duchownych, co czują ich ofiary po latach oraz jak chronić winnych przed karą i umożliwiać im dalsze działanie. Zostaje nam jedynie czekać na kolejny film braci Sekielskich o pedofilii w kościele oraz wypatrywać na horyzoncie kolejnych twórców, którzy zmierzą się z tym tematem tak, aby jeszcze zaskoczyć polskiego widza.

Napisane przez Michał

29 lutego 2020

Czytaj dalej…

Nie znaleziono żadnych wyników

Nie znaleziono szukanej strony. Proszę spróbować innej definicji wyszukiwania lub zlokalizować wpis przy użyciu nawigacji powyżej.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *